Rzuć wszystko na podłogę – czyli śmiecenie w Madrycie

Jak powiedział mój znajomy: jeżeli na podłodze w barze jest dużo okruchów, serwetek i papierków to znaczy, że dostaniemy w nim prawdziwe hiszpańskie dania za niewielkie pieniądze. Jeżeli jest czysto- trafiliśmy w miejsce przygotowane pod turystów.

Jedzenie to jedno z najważniejszych elementów moich podróży. Pochłania też większość  wydatków. Zrezygnowałam z magnesów, pocztówek i ozdóbek na rzecz zdjęć i intensywnych wspomnień. Najlepiej takich, które mają smak i zapach. Nie inaczej było podczas podróży do Madrytu. Do tej pory odwiedzałam przede wszystkim południe Hiszpanii. Wyjazd do centrum traktowałam jako porównanie kuchni regionów oraz przekonanie się np.: czy to co mi smakowało w Barcelonie, też ma taki smak w Madrycie. Pierwszą różnicą jaką zauważyłam było jednak mnóstwo śmieci na podłodze w barach i lokalach.

Lepiej na zewnatrz

Szukając miejsca na obiad ominęliśmy kilka, lub kilkanaście, w których chusteczki, paragony i okruszki otaczały nas z każdej strony. Wszechobecnego bałaganu nie widać, kiedy je się na zewnątrz. Stoliki są sprzątane regularnie, a na ziemi jest czysto – może to wiatr pomaga w porządkowaniu. Gorzej jest w tapas barach i lokalach w których można wypić piwo przy ladzie. Po zamówieniu na talerzyku otrzymuje się paragon, który nie wiadomo czemu trafia na podłogę. Potem leży tam czekając, aż dołączą do niego inne. Rzucanie śmieci to zmora Madrytu, którą zauważy każdy odrobinę wrażliwy na odpadowe kwestie. Ulice i place na których zbierają się ludzie rozpoznacie po papierosowych petach.

Dywan z niedopałków

Palenie jest dozwolone praktycznie wszędzie, dlatego spotkacie ludzi rzucających pod nogi niedopałki w miejscach, w których wydawałoby się to Wam nierealne np. na meczu piłki nożnej. Zresztą na stadionie zamiłowanie do zostawiania śmieci widać najlepiej. Kiedy Real Madrid kończy mecz (podejrzewam, że na stadionie Atletico jest podobnie) kibice tłumie udają się do wyjścia przechodząc po dywanie z łupin słonecznika ozdobionych papierosowymi odpadkami. Resztki różnego rodzaju „chrupaków” lądują na betonie tak jakby miały się na nim w cudowny sposób rozpłynąć. Kubełki po popcornie, butelki wody, czy opakowania po przekąskach najczęściej są zostawiane tam, gdzie się siedziało. Mimo, że po wyjściu z sektora jak na wszystkich zbiorowych imprezach są kosze. Większych śmieci (których w Polsce znajdziecie tysiące w parkach i skwarkach) nie ma na ziemi prawie wcale. Są sprzątane, lub co również prawdopodobne: Hiszpanom łatwiej przychodzi rzucić na ziemię coś mniejszego.

Churrosy z czekoladą. Świeże, gorące i bezśmiciowe.
Churrosy z czekoladą. Świeże, gorące i bezśmieciowe.

Papier zamiast plastiku

Jak wygląda kwestia samego podawania jedzenia? Tu o dziwo nie jest tak źle. W prawie wszystkich lokalach udało się zjeść zero waste. Tapasy, przekąski i dania obiadowe są poddawane na szklanych lub ceramicznych naczyniach. Plastikowe kubki lub sztućce to rzadkość. Najczęściej występują w barach szybkiej usługi serwujących kuchnię „amerykańską”.  Gorzej jest z dodatkami. Do każdego napoju otrzymamy cukier w jednostkowym opakowaniu. Taką paczuszkę dostałam nawet do soku ze świeżych pomarańczy –tak na wszelki wypadek, gdyby był za kwaśny 🙂 .  Możemy z niej nie skorzystać. Jeżeli  ją odłożymy oszczędna kelnerka, czy kelner zabierze ją z talerza i przekaże kolejnemu klientowi. Drugą zmorą jedzenia na mieście są papierowe serwetki (to właśnie ich, obok paragonów jest najwięcej na podłodze „najlepszych” barów). Jednorazowe ściereczki i ręczniczki królują chyba w każdej części Hiszpanii. Może się zdarzyć, że otrzymacie bułkę na serwetce, która jest położona na talerzu. W czym ja nie widzę większego sensu.

W ogólnym rozrachunku bilans obiadowy wychodzi jednak na plus. Mało w tutejszej gastronomi plastiku, zdecydowanie więcej papierków. Ponieważ wszystko je się w barach i restauracjach, pojęcie ”na wynos” prawie nie istnieje. Choć można poprosić, żeby podano nam porcję, któregoś tapasu do naszego pojemnika 🙂 . Niestety jeżeli chodzi o jakość potraw w stosunku do ceny to nasz lokalny znajomy miał stuprocentową rację. Tam, gdzie lada jest pełna pozostałości po poprzednich klientach tam można się naprawdę najeść lokalnych, świeżych produktów.

Udostępnij ten wpis:

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *